Tag Archives: Sen

Sen?

Obładowani naszymi klamotami docieramy do Stolicy, 25 stopni w cieniu przy ostatnich 6 w nocy robi różnice. Poszukujemy wifi, bo jak zwykle nie pomyśleliśmy wcześniej by przy okazji korzystania z neta spisać sobie, jakim busem możemy dojechać do naszego hosta. Koniec w końcu siedzimy już w busie jadąc do niego. Joe jest jeszcze w biurze ma dojechać za godzinę, więc my siedzimy sobie na ławeczkach pod domem a co 20 minut z balkonu wyłania się jakiś facet oferujący nam klucze byśmy sobie weszli do góry, ehh.. co za gościnność u tych Słowaków.

Po godzinie przyjeżdża Joe i mówi, że dzwonił do ojca, który akurat u niego przebywałby dał nam klucze… No cóż przynajmniej sobie posiedzieliśmy w słońcu na ławeczkach 🙂

Dostajemy swój pokój, widok wielkiego łóżka chyba nigdy tak nie cieszył. Szybki prysznic zostawiamy plecaki i Joe zawozi nas na miasto przy okazji jadąc załatwić sprawy i umawiamy się na 18 pod jego biurem.

Spacer z plecami nieobładowanymi ciężkimi plecakami daje niezłą frajdę. Jednak dziś krótko po centrum, bo czas goni na umówione miejsce. Tam wyszukujemy jego i jego auta. Gdy nagle ktoś nas woła z passata, obok którego właśnie przechodzimy. Jak się okazuje błędnie szukaliśmy tego, którym przyjechaliśmy. Joe ma ich 21 i wracać będziemy innym…

-Że co? 21?

Z czasem poznajemy jego historie. Jak z dziecka z biednej rodziny stał się ekscentrycznym biznesmenem z firmami w stanach i europie. Do tej pory, gdy czytaliśmy o spotkaniach autostopowiczów z takimi osobami było to na tyle nie realne dla nas, że teraz, gdy sami na takiego natrafiliśmy i to już za naszą granicą, sami robimy do siebie wielkie oczy i nie wierzymy w to, co się tu odjebało 🙂

Nasz gospodarz zapomniał jeszcze czegoś z biura, więc idziemy razem z nim. Biuro znajduje się na 1 piętrze jednego z najbardziej znanych hoteli w Bratysławie, w którym notabene odbywa się właśnie jakiś bankiet. Wszyscy poubierani jak należy sukienki, garnitury… A my przedzieramy się przez ten tłum w krótkich spodenkach, t-shirtach i z popalonymi od słońca ramionami i czerwonymi nosami. Jeszcze tylko japonek nam brakowało: D

Dzień kończymy w pubie ze znajomą Joe, która lada moment otwiera kawiarnie a my staliśmy się jej pierwszymi gośćmi. Na dziś pora spać, bo kolejny dzień przyniesie jeszcze więcej.

Z rana jedziemy na granicę z Austrią obejrzeć urokliwy Devil Castel. I tam Joe prosi o pomoc w przetransportowaniu jednego z samochodów. Patrycja zostaje, więc sama w jego biurze a my jedziemy motorem, gnając slalomem po Bratysławie. Uczucie jak wsiąść do rakiety. Odbieramy samochód, Joe wręcza mi kluczyki a sam wraca motorem.

Na popołudnie zaplanowane mieliśmy wyjazd na pobliskie jeziorko Złote Piaski. Joe jednak dostaje telefon, że musi się pojawić w banku porobić interesy. Mina mu zrzedła, że musi nas zostawić na godzinę, zapewniamy go jednak, że to żaden problem, że my sobie pójdziemy na spacer po starym mieście.

Jednak nie, on się na to nie zgadza i mówi, że da nam auto i pojedziemy sobie sami nad jezioro a on dojedzie…. What?? Tak oto właśnie dostaliśmy dobrej klasy samochód na własny użytek na cały dzień.

Siedząc nad jeziorkiem, zajadając pizze, zadajemy sobie pytanie czy to, aby nie sen? Dwa dni wcześniej chowaliśmy się przed burzą pod mostem i tam gotowaliśmy sobie makaron a dziś, jeden ze Słowackich biznesmenów jest naszym ziomkiem, i daje nam swój samochód do dyspozycji…

To koniec słowackiej przygody. Jedziemy na Węgry.