Tag Archives: Fiord

Noc na lodowcu

[dropshadowbox align=”none” effect=”lifted-both” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”1″ border_color=”#dddddd” ]Duch przygody jest w każdym z nas. Jest to nasze stałe pragnienie dokonywania czegoś niezwykłego, wypełnienie życia czymś więcej niż tylko codzienny spacer z domu do pracy i z powrotem.
Fridtjof Nansen (norweski podróżnik)[/dropshadowbox]

Dotarliśmy do Oddy, małej mieścinki bardziej w głębi lądu skąd chcieliśmy powędrować na lodowiec Folgefona. Widoki przepiękne, wprost zapierające dech w piersiach a szczególnie po wędrówce z plecakami po tych wszystkich stromiznach. Standardowo gdy dotarliśmy do centrum Oddy przepakowaliśmy swoje plecaki i zabraliśmy tylko najważniejsze rzeczy jak prowiant i cieple ubrania by przetrwać jedną noc w górach. Ruszyliśmy w drogę, wzdłuż jeziora nad którym majestatycznie wyrastały góry. Po drodze mijaliśmy grupki pasących się koni i włochatych krów. Dalej trasa biegła już prosto do lodowca więc mijaliśmy wypływającą z niego rzekę tak wzburzoną, że miejscami była aż biała. Z każdym krokiem widzieliśmy coraz więcej mas lodu i śniegu. Trasa w pewnym momencie zaczęła wymagać od nas więcej wysiłku bo aby wejść coraz to wyżej trzeba już było użyć lin i wręcz wciągnąć się na górę. Gdy dotarliśmy na miejsce byliśmy więc padnięci. Siedząc i podziwiając olbrzymi jęzor lodowca oprócz zachwytu czuliśmy nie zliczone pękające mięśnie w nogach. Po sesji zdjęciowej wgramoliliśmy się do kabiny czyli takiego małego domku z drewna bez żadnych udogodnień i spędziliśmy spokojną noc w pobliżu lodowca.

Wędrując z powrotem na drugi dzień i tak odwracaliśmy się za siebie co chwilę by jeszcze odrobinę podziwiać to zimne cudo. Niesamowitym doświadczeniem musiało by być jeżdżenie na snowbordzie po lodowcu. Może kiedyś będziemy mieli taką okazje. Szybki powrót do informacji turystycznej po plecaki gdzie przy okazji spotkaliśmy Panią Karolinę ze Stavangeru. Miło było usłyszeć tyle dobrych słów ,za co chcemy bardzo podziękować.

Pożegnaliśmy się z piękną Oddą i zabraliśmy się z parką jadącą do Vossu. Po drodze prócz oczywiście pięknych widoków widzieliśmy pierwszy raz rondo w tunelu. Podświetlone na niebiesko robiło mega wrażenie, a zanim zaraz drugie w tym samym tunelu. Norwedzy mają hopla na ich punkcie, ale to zrozumiałe w tym górzystym krajobrazie.

Preikestolen

Powolutku zbliżał się nasz pierwszy wspólny trekking na fiord, po to tu w końcu przyjechaliśmy. Jak zwykle szczęście nam dopisywało i złapaliśmy autobus na stopa, aż na sam parking z którego mieliśmy zacząć naszą wędrówkę. Zanim się przepakowaliśmy i coś zjedliśmy była już siedemnasta, a przed nami były jeszcze z 4 godziny marszu.

Preikestolen lub Pulpit Rock, bo tam zmierzaliśmy jest jednym z „must see” w Norwegii. Wielka jakby wyciosana toporem skała jest idealnym punktem widokowym na fiord Lysefiord. Zapiera dech w piersiach a jak jeszcze się podejdzie do krawędzi to idzie oszaleć. Są nawet tacy szaleńcy, którzy tam siadają z nogami dyndającymi w 600 metrową przepaść. Niesamowite! Dodatkowo fakt, iż trasa na Preikestolen została zbudowana przez nepalskich Szerpów sprawił,że poczuliśmy się prawie jak na Evereście. Naszym zamiarem był nocleg w pobliżu szlaku, ale wszędzie było tak mokro, że byliśmy zmuszeni zejść i poszukać miejsca na namiot przy schronisku. Jak dobrze że robi się tu względni ciemno dopiero około pierwszej. Oczywiście na trasie spotkaliśmy pełno Polaków, zresztą jak w całej Norwegii. Przemierzając ten przepiękny kraj mieliśmy okazję zobaczyć malownicze fiordy z małymi miasteczkami wzdłuż wody, kręte drogi, tak wąskie że czasem mieściło się tylko jedno auto. Śnieg na szczytach, gdy w dole prawie 30 stopni.

Droga do Oddy była atrakcją samą w sobie i nigdzie wcześniej nie spotkaliśmy tak wspaniałych ludzi.. Kto by pomyślałby w Polsce zaoferować autostopowiczowi prysznic w swoim domu i jeszcze zapłacić za niego na promie. Szok!