Archives

Singapur

Półtorej godziny nad półwyspem Malajskim, z pięknymi widokami wyłaniającymi się za chmur. Po prawej stronie mieliśmy Indonezję, a po lewej Singapur z portem pełnym statków towarowych.Nie zobaczyliśmy niestety legendarnej części lotniska, ale i tak robiło na nas wrażenie swoją czystością i architekturą. Zakupiliśmy swoją magiczną 3 dniową kartę na publiczny transport i pojechaliśmy do naszej coachsurfingowej gospodyni. Naczytaliśmy się o setkach zakazów i wysokich karach za błahe przewinienia trzymających multikulturowe społeczeństwo w ryzach. I faktycznie prawie wszędzie ten porządek był zachowany. Miasto wręcz idealne dla wszelkich czystościowych fanatyków. Nasza gospodyni nie wymagała wspólnego spędzania za sobą czasu więc wręczyła nam jedynie klucze do mieszkania, życzyła miłego zwiedzania i tyle ją widzieliśmy. Nie chcieliśmy marnować czasu więc od razu ruszyliśmy na miasto. Nasze żołądki pokierowały nas do Little India – dystryktu hinduskiego gdzie mogliśmy choć odrobinę poczuć ten klimat. Usadowiliśmy się w knajpce pełnej hindusów i zamówiliśmy to co widzieliśmy u innych na talerzach. Zaspokoiwszy swoje podniebienie wsiedliśmy do pierwszego lepszego dwupoziomowego busa i podziwialiśmy miasto już nie z poziomu chodnika. Pełno strzeżonych zamkniętych osiedli, równo przystrzyżone trawniki i domki jakby bezpośrednio wycięte z czasopism o nowoczesnym mieszkaniu. Wszystko idealnie zaprojektowane. Wykończeni pierwszymi wrażeniami wróciliśmy metrem do mieszkania na chwilę odetchnąć. Gdy nadszedł zmierzch wybraliśmy się pod jedne z głównych atrakcji Singapuru czyli Gardens by the bay z imponującej wielkości sztucznymi drzewami z idealnie dobranym kolorowym oświetleniem oraz charakterystyczny hotel Marina bay Sands z wielkim basenem na dachu. Położyliśmy się pod drzewami na trawie i podziwialiśmy co weekendowe widowisko w rytmie Gwiezdnych Wojen. Praktycznie wszystko w tym unikatowym mieście robiło na nas wrażenie. Kolejnego dnia najpierw metrem a potem z buta dotarliśmy na wyspę Sentosa czyli taki wielki Singapurski plac zabaw dla dorosłych i dzieci. Za jedyne 70 singapurskich dolarów można było wybrać się do parku rozrywki Universal Studios, zobaczyć podwodne życie w S.E.A Aquarium lub rzucić okiem na miasto z wysokości 131 metrów na Tiger Sky Tower. Spacerkiem przeszliśmy wzdłuż wszystkich atrakcji prosto do symbolu miasta w postaci pół lwa pół ryby i dalej na plaże Palawan. Jedynie woda tuż przy plaży nie była tak czysta jak się tego można by było spodziewać po Singapurze. Pełna pływających na powierzchni wodorostów nie zachęcała do kąpieli. Zwodzonym mostkiem przeszliśmy dalej do małej wysepki gdzie podobno znajdywał się najbardziej na południ wysunięty punkt kontynentalnej Azji. Bardzo naciągane biorąc pod uwagę,że to wyspa. Busem prosto z Sentosy wróciliśmy do mieszkania by podładować baterie. Wieczór poświęciliśmy na najpiękniejszy pokaz świateł jaki w życiu widzieliśmy. Tuż przy rzece obok centrum handlowego na tle fontann wyświetlane było widowiskowe przedstawienie. Kolorowe ptaki wraz z kwiatami, innymi obrazami oraz fontannami poruszały się w rytm muzyki tworząc magiczną całość wyglądem przypominającą hologram. Nadal urzeczeni spektaklem przeszliśmy się mostem na drugą stronę rzeki by podziwiać z oddali oświetlony hotel. Zasiedliśmy pod maskotką miasta Merlionem i podziwialiśmy miasto nocą.