Gibraltar

W samochodzie czuć było narastające napięcie. Dla każdego miał się zaraz zacząć nowy etap podróży. Anglicy chcieli dostać się do Afryki, zobaczyć Maroko. Nas ciągnęło troszkę dalej. Z niecierpliwością wyczekiwaliśmy wielkiej góry Gibraltaru. Z każdym kolejnym zakrętem napięcie sięgało zenitu. W końcu ukazał nam się majestatyczny Gibraltar, miejsce wiecznych sporów hiszpańsko angielskich i marzenie podróżników. Zaczęliśmy śpiewać i się cieszyć. Tuż przed granicą wyskoczyliśmy ze swoimi tobołkami , jakby nie daj boże mieli się do czegoś przyczepić i umówiliśmy się już po drugiej stronie. Po tak długim czasie spędzonym w jednym kraju, przekraczaliśmy w końcu granicę. Byliśmy teraz w Wielkiej Brytanii. Czy liczyć to jako 12 kraj?

Anglicy byli zdumieni, że wygląda tu naprawdę jak w ich kraju. Ulice, budynki i budki telefoniczne . Normalna Anglia. Dotarliśmy vanem na sam kraniec Gibraltaru, Europa Point. Przez niektórych niesłusznie uważany za najdalej wysunięty punkt Europy. Stamtąd rozpościerało się już szerokie morze a za nim z mgły wyrastały wzgórza Afryki. Nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom. Była jakby na wyciągnięcie ręki. Tak blisko a tak daleko. Nie chcieliśmy marnować dnia wiec wskoczyliśmy do autobusu by podjechać jak najbliżej wejścia i zaczęliśmy wspinaczkę na Rock of Gibraltar.

Z każdym schodkiem ukazywały się nam coraz to lepsze widoki . Po drodze spotkaliśmy wyczekiwane małpki magoty z rodzinny makakowatych. Patrzały na nas znużonymi oczkami i wyczekiwały momentu by zabrać nam to co akurat mieliśmy w łapkach. Niektórym wskakiwały na głowy lub dachy podjeżdżających taksówek pełnych turystów. Ewidentnie były przyzwyczajone do codziennych wizyt ludzi , więc nie były agresywne. Niby dzikie ale jednak udomowione. Weszliśmy trochę wyżej na punkt widokowy skąd mieliśmy fantastyczny widok na cały półwysep. Obracając się wokół własnej osi rozpościerało się przed nami morze, Afryka, miasteczko La Linea i po drugiej stronie zatoki gibraltarskiej wzgórza Algeciras. Mieliśmy niesamowite szczęście do pogody , gdyż najczęściej góra była przykryta chmurami. Zeszliśmy zadowoleni na dół do miasteczka i wróciliśmy do vana pozostawionego na Europa Point. Z braku miejsca na nasz przenośny domek upchaliśmy się z Anglikami na noc do środka. Nad ranem Afryki już niestety nie zobaczyliśmy , gdyż pochłonęła ją mgła. Kręciliśmy się przy granicy zmieniając ją dziennie po kilka razy. Przyszedł w końcu czas pożegnania. Rozliczyliśmy się za paliwo , wymieniliśmy uściski i ze łzami w oczach każdy poszedł w swoją stronę i w końcu zostaliśmy sami.

 

Tagi: , , , , ,

About Author

admin

Leave a Reply